Secret Service
Kawiarnia w mieście w samo południe. Do stolika zbliża się Pewna Dziewczynka. Ma na nosie duże czarne okulary i mało rzucający się w oczy strój. Dyskretnie siada do stolika pewnego mężczyzny. Patrzy w stronę okna. Chwila ciszy, a potem oboje wybuchają śmiechem. To był Komandos, a Pewna Dziewczynka nie mogła sobie odmówić tej scenki rodem z kina akcji. Czuła się przecież jak super szpieg. Musiała wejść w tą grę. Nie mogła pozwolić by pan dalej ja prześladował. Nie lubiła czegoś takiego. Owszem każda kobieta chce być zdobywana i zaskakiwana, ale nie w tak bezczelnym stylu. Zwróciła się do Komandosa:
-Pomóż mi to jakoś sensownie rozegrać. Nie chce się mścić. Przydałaby mu się tylko mała nauczka. On mieszka w tej samej okolicy, w której zwykle macie ćwiczenia. Chyba wiesz co mam na myśli?- Zapytała z szelmowskim uśmiechem.
-Zbyt dobrze Cię znam, żeby się nie domyślić.
Dalej już rozmawiali o wszystkim i o niczym, na spokojnie sącząc kawę. Gdzieś w głębi serca Pewna Dziewczynka cieszyła się, że nie jest z tym sama. Ma przyjaciół, na których może liczyć. To było dla niej ważne.