No i gdzie te oczy?
Wracając do domu zwykłą trasą Pewna Dziewczynka mocno się zasłuchała w piosenkach o melancholijnej tonacji. Za szybą samochodu widziała szarość dnia i zamglone budynki, które mijała. Odruchowo przyśpieszyła. Jak się za chwilę przekonała, to był błąd.
Z pobliskiej stacji benzynowej wyglądał inny pojazd. Mierzyła się z kierowcą na spojrzenia, bo nawet nie przeszło jej przez myśl, że właśnie on zaraz wyjedzie jej przed maskę. Zrobił to. Oczywiście, że to zrobił! W końcu zobaczył kobietę za kółkiem w mało eleganckim samochodzie. W jej pierwszym i ukochanym samochodzie.
Jak on tak mógł? - nie mieściło jej się w głowie. Nigdy nie rozumiała kierowców, którzy powodowali stłuczki.
Ów kierowca wysiadł z pojazdu, który wydał jej się długi i granatowy.
-No tak - pomyślała. - Typowe auto właściciela jakieś małej firmy. Kombi wygodniejsze, bo można więcej przewieźć.
Pan był trochę zmieszany, jakby chciał się tłumaczyć, ale z drugiej strony niekoniecznie. Patrzył na nią jakoś dziwnie co chwila spuszczając i podnosząc wzrok.
- Tak, mam na sobie spódnicę. I co z tego?! Czy od razu trzeba patrzeć na moje nogi?! - piekliła się wgłębi siebie. A na głos wypowiedziała tylko: - No i gdzie pan miał oczy? Przecież widział pan jak nadjeżdżałam.
Nie czekała na odpowiedź. Nie chciała słuchać pana, którego już nie polubiła. Nie wiedziała, że to wszystko to dopiero początek. Aż chciało by się rzec, że "tak to wszystko się zaczęło."
Po chwili zjawiła się drogówka. Formalności miały pójść gładko, w końcu sytuacja była jasna. Wiadomo kto zawinił, a ucierpieli oboje. Przy rutynowych pytaniach policjanta pan nagle zaczął narzekać:
- No panie władzo, ale ja nie wiem jak to się stało. Ta pani tak na mnie patrzyła, jakby mnie zachęcała do tego, żebym wyjechał z tej stacji. Na prawdę nie wiem dlaczego ona tak postępowała. - Tłumaczył się pan.
Poirytowana Pewna Dziewczynka przewróciła oczami. Liczyła na to, że policjant zignoruje to wytłumaczenie i szybko skończy spisywać protokół. Jakże się wielce przeliczyła...
- A jaka jest pani wersja? To prawda? - Zapytał policjant poważnym tonem patrząc na nią wyczekująco.
- Tak. Stosuje hipnozę od dziesiątego roku życia. Notorycznie czytam w myślach i manipuluje innymi. - Odpyskowała nie wiele myśląc.
- Wobec tego musicie sami państwo się pogodzić. Najlepiej na terapii dla małżeństw. - To powiedziawszy policjant dodał tylko. - A ja udzielam państwu pouczenia.
Wsiadł do radiowozu i odjechał. Pewna Dziewczynka poczuła wściekłość. Musiała odreagować. Musiała.
- I co pan najlepszego zrobił?! No co?! Nie dość, że popsuł mi pan auto, to jeszcze znalazł pan sobie tak bezczelną wymówkę! Nie zostawię tak tego!
- Jak się pani złości, wygląda pani jeszcze ładniej. Teraz wreszcie możemy iść na kawę? - Powiedział pan spokojnym głosem.
W Pewnej Dziewczynce wszystko się zagotowało.
Gdybym mogła zabijać wzrokiem, już byś leżał trupem - pomyślała sobie. Zamiast tego ze spojrzeniem pełnym pogardy odpowiedziała:
- Nie zamierzam nigdzie z panem iść. Jedyne czego oczekuje to załatwienia sprawy kolizji najszybciej jak to możliwe. Czy wyraziłam się jasno?
- Jak pani sobie życzy. - Odpowiedział pan rozbawionym tonem.
Pewna Dziewczynka nie rozumiała co go tak bawiło. Cieszyła się tylko z tego, że tym razem bez niespodzianek jakoś doszli do porozumienia. Wsiadła do samochodu i pojechała dalej. Podgłaśniając radio pomyślała tylko:- przynajmniej na końcu zachował się przyzwoicie.
Miała nadzieje, że nigdy już tego pana nie zobaczy. Chyba się pomyliła.