Bój o spokój
Dni mijały, a Pewna Dziewczynka dalej czekała na decyzję szkodową. Dzwoniąc do ubezpieczyciela, ciągle słyszała, że sprawca nie dosłał wszystkich dokumentów. Nie była z tego rada. Przezornie zrobiła kopie oświadczenia, w którym był adres i telefon kontaktowy do pana.
Postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i wykręciła numer telefonu. Kulturalnie się przedstawiła, a potem usłyszała w słuchawce:
-A tak, pamiętam. Ta miła pani, która się tak pięknie złości. Rozumiem, że zdecydowała się pani iść ze mną na tą kawę?
-Myli się pan. Dzwonię w sprawie dokumentów, których jeszcze nie dostarczył pan ubezpieczycielowi. - Odpowiedziała spokojnie.
-Wiedziałem, że prędzej czy później pani zadzwoni. - Odparł pan z radością w głosie.
-Czyli nie zaprzecza pan, że celowo wszystko opóźnia? - Zapytała podejrzliwie.
-Nie zaprzeczę, że ciągle proponuje miłą rozmowę przy szlachetnym napoju. - Negocjował dalej.- Dzisiaj w porze lunch'u w XYZ na bulwarze? Świetnie, więc jesteśmy umówieni. Do zobaczenia. - Dodał nie czekając na jej odpowiedź i się rozłączył.
Pewna Dziewczynka oniemiała. Nikt jeszcze jej tak nie potraktował. Miał facet tupet. Chwila dezorientacji i zaczęła myśleć, analizować, kombinować, żeby utemperować zuchwalca.
No i wymyśliła. Obdzwoniła przyjaciół i upewniła się, że wszyscy w porze lunch'u będą mieli czas wyskoczyć na bulwar. W tłumie ludzi jej nie wypatrzy, a ona będzie mogła się upewnić czy to aby nie żart i pan się faktycznie zjawi. Jak wymyśliła, tak zrobiła.
Punktualnie o godzinie dwunastej zaparkowała w miejscu oddalonym od kawiarni. Była ubrana dość skromnie - jasne baleriny, czarne leginsy i kremowa tunika z czarnymi dodatkami. Otoczyła się gronem przyjaciół i zbliżyła się do XYZ. Kolega, który jest komandosem, specjalnie przyniósł lornetkę i kilka przydatnych gadżetów do szpiegowania. Używała wszystkiego z nieukrywaną radością zabarwioną odrobiną adrenaliny. Bawiła się przednio, aż nie usłyszała dźwięku swojego telefonu. Spojrzała na wyświetlacz, na którym było napisane, że dzwoni zastrzeżony numer. Zdziwiona odebrała, by usłyszeć:
-Zawsze zabiera pani ze sobą taką obstawę z wyposażeniem?
Oniemiała. To był pan. Ale jak on ją wytropił?!
-Tylko wtedy, gdy mam do czynienia z opornym przedstawicielem męskiego gatunku, który utrudnia mi załatwianie spraw. - Wyrzuciła z siebie bez zastanowienia.
-Cóż... Jeśli obiecam pani, że podczas naszego spotkania załatwię wszystko od ręki, to porzuci pani obstawę?
-Przyjaciół się nie porzuca. - Odgryzła się.- Jeśli to pana jedyny warunek, to jestem w stanie poprosić ich o oddalenie się.
-Zatem czekam na panią w ogródku od strony rzeki. Jaką kawę pani pije? Albo nie, niech mi pani pozwoli zamówić coś w ciemno. Jak pani nie zasmakuje, pozwolę się nią oblać.- Pan próbował być dowcipny.
-Niech pan będzie pewny, że tak właśnie uczynię. - Powiedziała kończąc rozmowę.
W mgnieniu oka była już u drzwi kawiarni. Od progu powitał ją kelner i zaprowadził do ogródka. Oniemiała gdy wyszła na zewnątrz. Widok był piękny, a ona tak lubiła spokojne miejsca w miejskiej dżungli. Wszędzie dużo zieleni. Spadające z parasolów bluszcze. Cała roślinność była tak bujnie rozrośnięta, że dawała przyjemny cień. W środku ogródka, w małej altance siedział pan. Zerwał się z miejsca na widok Pewnej Dziewczynki. Zachował się jak gentelmen - pomógł jej usiąść przysuwając ratanowy fotel.
Teraz próbuje na mnie zrobić wrażenia, żeby mnie ugłaskać - pomyślała.
Ledwo zdążyła usiąść i zjawił się kelner z jej kawą. Spróbowała jej z ciekawości. Musiała się przyznać przed samą sobą, że jest mile zaskoczona. To było jej idealne cappuccino z czekoladową posypką i syropem o tym samym smaku. Z miną pokerzysty odstawiła filiżankę na spodek. Spojrzała na pana z niewzruszonym wzrokiem i powiedziała:
-Skoro już tu jestem, to może pan wykonać telefon.
-Pani to potrafi popsuć radość z tak pięknej chwili. - Powiedział z udawanym smutkiem i sięgnął po telefon. Pewna Dziewczynka popijała kawę i słuchała uważnie całej rozmowy. W chwili gdy pan skończył udzielać wszelkich instrukcji, dopiła ostatni łyk. Podziękowała i zostawiając należność za kawę na stole zaczęła szykować się do opuszczenia ogródka. Pan również wstał, wykazując się dobrymi manierami. Z udawanym zdziwieniem zapytał:
-Tak szybko pani idzie?
-Zdaje się, że teraz jesteśmy kwita i nigdy więcej nie będę musiała się z panem spotykać.
-Jutro widzimy się na kolacji. O dziewiętnastej na dachu najwyższej kamienicy. - Ripostował z uśmiechem na twarzy.
-W pana snach. -Rzuciła na odchodne.
-Moje sny niedługo się spełnią. - Wymamrotał pod nosem i odprowadził ją wzrokiem do drzwi.