Walking away
Zeszli z tarasu prosto na plażę. Spacerowali przez chwilę w milczeniu. Pewna Dziewczynka starała się zrozumieć słowa Szejka. Czemu jej to powiedział? Czemu tylko ona miała to zrozumieć? Mógł przecież powiedzieć to po angielsku, żeby wszyscy wiedzieli.
-Dziwne. -Powiedziała nieświadomie na głos.
-Co jest dziwne?-Zapytał Danny.
-To, że oni tu wszyscy dzisiaj byli. - Odparła prędko lekko zmieszana.
-Powinienem im podziękować, że choć raz to ja wdziałem ciebie przy pracy. - Powiedział posyłając jej jeden ze swoich uśmiechów.
-Skoro tak uważasz. - Ucięła. - A teraz kto pierwszy do wieży ten wybiera dalszy przebieg wieczoru. - Rzuciła w biegu.
-Oszukujesz! - Słyszała zza pleców.
Dobiegła pierwsza. Nie dlatego, że wystartowała wcześniej. Po prostu była szybsza.
-Zdaje się, że jesteś skazany na moje dowodzenie. - Powiedziała zaczepnie.
-Grałaś nieczysto. - Udawał lekko obrażonego.
-I tak byś przegrał. Tak przynajmniej łudzisz się, że mogłeś wygrać. Czyż nie jestem wspaniałomyślna? - Uśmiechnęła się zalotnie.
-Cóż zatem wymyśliłaś spryciulo? - Zapytał.
-Pozwolę się wspaniałomyślnie odwieźć do domu.-Przekomarzała się z nim.-Znaczy na budowę.-Poprawiła się.
-Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. - Grał dzielnie swoją rolę.
Miał nadzieje, że go zaprosi do tej swojej wykończonej piwnicy. W końcu do niej należało dalsze wymyślanie zajęć. Cierpliwie czekał na choćby jedno słowo, ale nic takiego nie miało miejsca. Gdy dojechali zagadnął ją:
-Czemu nie wybrałaś hotelu?- Brzmiał wyraźnie zdziwiony.
-Tutaj jest łóżko, w którym nie spałam ponad dziesięć lat. Myślisz, że jakikolwiek hotel byłby w stanie mi to zapewnić?
Nie wiedział co powiedzieć.
-Dobranoc Danny. - Uśmiechnęła się szczerze.
-I już? Nawet buziaka nie dostanę? - Udawał małego niepocieszonego chłopca.-Dziękuję. Zostanę na budowie. Nie powinnaś tu być sama.
-Potrafię o siebie zadbać. - Uśmiechnęła się, a myśl o tym, że Danny desperacko szuka pretekstu przeszła jej przez głowę.
-Będę w swoim biurze na wypadek, gdybyś miała koszmary. - Uśmiechnął się szelmowsko.
-Jak tak bardzo chcesz spać na swoim mało wygodnym fotelu to nie będę ci bronić. Dobranoc.
I zniknęła szybciej niż zdążył ją zapytać o niewygodny fotel.