When time flies...
Pan miał rację - Pewna Dziewczynka mieszkała u niego, ale wcale go nie widywała. Doceniała tego zalety - spokój, ciszę i przestrzeń. Jednak tęskniła za swoim mieszkaniem w mieście.
Towarzystwo Sage'a cieszyło ją bardzo, ale zarazem przypominało o Danny'm i niemiłym incydencie. Zastanawiała się ile jeszcze to wszystko będzie trwało. Mijały dni, tygodnie i nic nie wskazywało na to, że coś jej grozi.
Postanowiła zadzwonić do Komando po poradę:
- Cześć Key, chciałam cię o coś zapytać. - przywitała się.
- A któż to do mnie dzwoni? - Dowcipkował.
- Wygnaniec oczywiście. - Rzuciła żartobliwie. - Mogę już wrócić do siebie? Zaczynam mieć dosyć tej banicji.
- Czyżby gospodarz nie umilał ci długich wieczorów? - Naigrywał się nieco.
- Bardzo zabawne Key. To co? Alarm odwołany?
- Owszem. Myślę, że możesz wracać do siebie.
- To właśnie chciałam usłyszeć. - Mówiła radośnie.
- Wiem. - Nie krył dumy w głosie.
Tymczasem Pan miał spotkanie z Włochem.
- Pewna Dziewczynka dalej u ciebie mieszka? - Dopytywał się ciekawie Włoch.
- Owszem. Nie wiem ile to jeszcze potrwa, ale mam nadzieję, że jak najdłużej. - Odpowiedział Pan. - Przyzwyczaiłem się do jej obecności w domu, choć praktycznie się nie widujemy. To miłe wracać wiedząc, że ją tam zastanę.
- Czemu się do niej nie zbliżysz? - Podpuszczał go Włoch.
- Żeby znów nasłała na mnie komandosów z oblężeniem domu? - Śmiał się. - To nie jest kobieta, którą możesz mieć jednego wieczoru. To ktoś, o kogo trzeba się starać tak by ona myślała, że to kontroluje. Gdybyś widział z jakim wdziękiem torpedowała wszystkie moje próby podboju. Ma temperament i klasę, a przy tym, jak sam już zdążyłeś zauważyć, jest piekielnie inteligentna i niezrównana w tym, co robi.
- Owszem. Muszę przyznać, że w pracy jest fachowcem.
Tą wymianę zdań przerwał telefon Pana.
- Tak? Miło, że dzwonisz. - Rozpromienił się. - Już? Tak szybko? Cóż...miałem nadzieję, że będziesz dłużej gościć. Ale dasz się namówić na pożegnalną kolację?
Włoch słuchał uważnie każdego słowa, chociaż udawał, że patrzy na plany budowy.
- Jakie to dziwne... - Myślał. - mój drogi przyjaciel zakochany w kimś, do kogo nawet nie jest godzien powiedzieć słowa. Nawet niczego nie podejrzewa...