Damage control

    Komando martwił się o Pewną Dziewczynkę.
-Kto jeszcze zna rozkład domu i wszystkie systemy? - Pytał ją z troską.
-Tylko Danny wiedział o wszystkim. Zna plany domu i rozmieszczenie elektryki.
-Musisz to teraz wszystko zmienić. - Odparł stanowczo.
-Nie popadajmy w paranoję. - Próbowała być dzielna.
-Żartujesz?! On cię prawie skrzywdził. Nie możesz tu bywać sama albo przynajmniej zmień system monitoringu i wszystkie zabezpieczenia. Najlepiej jedno i drugie. Albo... wiesz co? Mam pomysł! Sam się tym wszystkim zajmę i to najlepiej od zaraz.
     Jak powiedział, tak zrobił. Wyszedł i dało się słyszeć jak wykonuje kilka telefonów. Udało mu się załatwić najlepszy wojskowy system monitoringu jeszcze przed świtem. Wszystko pozmieniał, ale to mu nie wystarczyło. Nieco spokojniejszy wymknął się z posiadłości Pewnej Dziewczynki i na śniadanie wrócił z niespodzianką. Zasiadł jak gdyby nigdy nic do śniadania z resztą ekipy. Drzwi od tarasu były uchylone i co jakiś czas Pewnej Dziewczynce wydawało się, że słyszy coś podejrzanego.
- Mam coś dla ciebie. - Powiedział Komando przy stole pękając z dumy.
- Czemu mam wrażenie, że przez cały poranek słyszę coś co jest na tarasie? - Przekomarzała się z nim.
- Może dlatego, że masz rację. - Odpowiedział niezmieszany. Był nawet rad, że jest taka spostrzegawcza. - Pozwól, że ci przedstawię nowego członka naszej rodziny.
    Zapraszającym gestem wskazał jej drogę na taras. 
- Jest śliczny! - Nie kryła zachwytu Pewna Dziewczynka.
- Miałem nadzieję, że ci się spodoba.
- Muszę przyznać, że się postarałeś. - Powiedziała Nel.
- Przesłodki! - Wykrzykiwała Carmen.
- I nawet obróżka w jej ulubionym kolorze. - Dowcipkowała Di.
   Wszyscy zachwycali się jeszcze młodym, ale jakże dobrze wyszkolonym psem rasy Husky. Zwierzak z nową właścicielką polubili się niemal natychmiast. Żółta obroża odróżniała go od reszty psów tej samej rasy. Jednym słowem nie sposób było go pomylić. 
   Komando zadbał o wszystko. Wyjaśnił Pewnej Dziewczynce komendy, na które reaguje Sage i razem je przećwiczyli. 
- Lubi biegać tak jak ty. Nie martwię się zatem, że za nim nie nadążysz. - Żartował sobie K. - Chciałbym, żeby ci zawsze towarzyszył na wypadek, gdyby ten kretyn coś jeszcze wymyślił. - Powiedział już nieco dyskretniej.
   Odpowiedziała mu uśmiechem. Zrozumiała wszystko. Nie mogła zaprzeczyć, że wybryk Danny'ego jej nie wystraszył. Spojrzała na Sage'a i pomyślała:
- Biedaczysko! Carmen zaraz go zamęczy z uwielbienia.

Popularne posty