All around Sage
Pewnego weekendowego poranka Pewna Dziewczynka zabrała Sage'a na spacer. Szli bulwarem, który o wczesnej porze był raczej wyludniony. Spuściła go ze smyczy i pozwoliła iść kilka kroków przed sobą.
- Szczęściarz z niego. - Usłyszała za plecami.
- Ach... to ty. Nie spodziewałabym się o tej porze zastać człowieka biznesu na nogach. - Żartowała z Pana.
- Cóż... wiesz ptaszki na mieście mówiły, że cię tu można znaleźć. Nie wyćwierkały tylko, że w tak agresywnym towarzystwie. - Powiedział Pan wskazując na warczącego na niego Sage'a.
- Enough! - Powiedziała podniesionym tonem i podała Panu rękę na powitanie.
- Broni cię jak lew i wcale mu się nie dziwię.
- Teraz już ci nic nie zrobi. Jesteś dla niego nowo napotkaną osobą w moim towarzystwie.
- Skąd pomysł na pupila?
- Key nalegał. Specjalnie szkolony pies obronny.
- Obronny? Czy coś... - nie zdążył skończyć zdania, bo już słyszał jak mówi:
- Tak. Danny po przyjęciu włamał się i mi groził.
- Żartujesz, tak? - Mówił wyraźnie zmartwiony.
- Jeśli Sage wygląda jak klaun to owszem.
- Gdzie on teraz jest?
- Mam nadzieję, że dalej w areszcie.
- Weź Sage'a i jedziemy. Przeprowadzasz się do mnie i nie przyjmuję odmowy. - Spojrzał na nią takim wzrokiem, że faktycznie czuła się jakby nie miała innego wyjścia. - Mam na tyle duży dom, że możemy się nawet nie widywać. A Sage będzie miał gdzie biegać. - Dodał już mniej zatroskany a bardziej uśmiechnięty.
Weszli do jej mieszkania i Pan oniemiał. Wiedział już, od pobytu w nadmorskim domku, że ma wyśmienity gust. Jednak to co było tam, a to jak wygląda mieszanie to dwa odmienne, choć równie nowoczesne style. Spodobała mu się duża kuchnia z salonem. Poczekał na balkonie wśród bujnej roślinności. Podziwiał miasto. Miała stamtąd piękny widok. Po chwili podszedł do niego Sage. Usiadł obok i patrzył się na niego jakby domagał się głaskania.
- Co malutki? - Poklepał go po łbie. - Uwielbiam ją tak samo jak ty. - Mówił dość głośno.
- Rozmawiacie sobie? - Śmiała się Pewna Dziewczynka.
- Owszem. Omawiamy jak należy się o ciebie troszczyć. - Nie dał się sprowokować Pan.- Gotowa? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że wystarczy ci jedna walizka. W dodatku dość mała jak na kobietę.
- Możesz tu sobie jeszcze posiedzieć jak chcesz, ale my z Sage'm idziemy. - Rzuciła z uśmiechem.
- Myślisz, że pozwolę ci nieść tą walizkę?
- Ona ma kółka, wiesz? - Przekomarzała się.
- Wiem, dlatego mi będzie z nią łatwiej. - Nie ustępował.
Wyszli razem i tuż przed drzwiami samochodu spostrzegła, że znów ich ktoś obserwuje. Niewiele myśląc poczekała aż Pan zapakuje jej walizkę do samochodu i niespodziewanie go pocałowała.
- Szczęściarz z niego. - Usłyszała za plecami.
- Ach... to ty. Nie spodziewałabym się o tej porze zastać człowieka biznesu na nogach. - Żartowała z Pana.
- Cóż... wiesz ptaszki na mieście mówiły, że cię tu można znaleźć. Nie wyćwierkały tylko, że w tak agresywnym towarzystwie. - Powiedział Pan wskazując na warczącego na niego Sage'a.
- Enough! - Powiedziała podniesionym tonem i podała Panu rękę na powitanie.
- Broni cię jak lew i wcale mu się nie dziwię.
- Teraz już ci nic nie zrobi. Jesteś dla niego nowo napotkaną osobą w moim towarzystwie.
- Skąd pomysł na pupila?
- Key nalegał. Specjalnie szkolony pies obronny.
- Obronny? Czy coś... - nie zdążył skończyć zdania, bo już słyszał jak mówi:
- Tak. Danny po przyjęciu włamał się i mi groził.
- Żartujesz, tak? - Mówił wyraźnie zmartwiony.
- Jeśli Sage wygląda jak klaun to owszem.
- Gdzie on teraz jest?
- Mam nadzieję, że dalej w areszcie.
- Weź Sage'a i jedziemy. Przeprowadzasz się do mnie i nie przyjmuję odmowy. - Spojrzał na nią takim wzrokiem, że faktycznie czuła się jakby nie miała innego wyjścia. - Mam na tyle duży dom, że możemy się nawet nie widywać. A Sage będzie miał gdzie biegać. - Dodał już mniej zatroskany a bardziej uśmiechnięty.
Weszli do jej mieszkania i Pan oniemiał. Wiedział już, od pobytu w nadmorskim domku, że ma wyśmienity gust. Jednak to co było tam, a to jak wygląda mieszanie to dwa odmienne, choć równie nowoczesne style. Spodobała mu się duża kuchnia z salonem. Poczekał na balkonie wśród bujnej roślinności. Podziwiał miasto. Miała stamtąd piękny widok. Po chwili podszedł do niego Sage. Usiadł obok i patrzył się na niego jakby domagał się głaskania.
- Co malutki? - Poklepał go po łbie. - Uwielbiam ją tak samo jak ty. - Mówił dość głośno.
- Rozmawiacie sobie? - Śmiała się Pewna Dziewczynka.
- Owszem. Omawiamy jak należy się o ciebie troszczyć. - Nie dał się sprowokować Pan.- Gotowa? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że wystarczy ci jedna walizka. W dodatku dość mała jak na kobietę.
- Możesz tu sobie jeszcze posiedzieć jak chcesz, ale my z Sage'm idziemy. - Rzuciła z uśmiechem.
- Myślisz, że pozwolę ci nieść tą walizkę?
- Ona ma kółka, wiesz? - Przekomarzała się.
- Wiem, dlatego mi będzie z nią łatwiej. - Nie ustępował.
Wyszli razem i tuż przed drzwiami samochodu spostrzegła, że znów ich ktoś obserwuje. Niewiele myśląc poczekała aż Pan zapakuje jej walizkę do samochodu i niespodziewanie go pocałowała.