Secret collaboration
Gdy dotarli do domu Pana nagle zadzwonił jego telefon.
- Rozgoście się a ja odbiorę. - Powiedział i zniknął za drzwiami kolejnego pokoju.
- Tak, to ja. - Odparł zaskoczony. - Kto mówi?
- Przyjaciel Pewnej Dziewczynki. Ona nie może się dowiedzieć, że mamy ze sobą kontakt. Chodzi o jej dobro.
- Oczywiście. Rozumiem. - Mówił dyplomatycznie do telefonu, żeby nie spłoszyć rozmówcy.
- Nie poznaliśmy się osobiście, ale zapewne pamiętasz jak kiedyś ja i moi ludzie zrobiliśmy ci mały areszt domowy. - Dało się słyszeć nutkę satysfakcji w głosie Komando.
- Nie mógłbym tego zapomnieć. - Powiedział Pan z dającą usłyszeć się radością, że to ktoś życzliwy dla Dziewczynki. - Ona jest u mnie. Jak mi opowiedziała co ten koleś nawywijał... Sam rozumiesz - martwię się o nią.
- Ja właśnie w tej sprawie... Ten psychol może być zdolny do wszystkiego. Dobrze, że Dziewczynka jest u ciebie. Łatwiej nam będzie mieć na nią oko.
- Nam? - Zapytał podejrzewając kolejny areszt.
- Słuchaj... Nie chcę, żeby wiedziała o tym, że mam z tobą kontakt. Sage jest świetnie wyszkolony. Poradzi sobie z kilkoma osobami, ale nigdy nie wiadomo co on sobie uroił w głowie. W najgorszym wypadku zrobimy oblężenie domu. Nie martw się - tym razem w celu obrony nie ataku. - Śmiał się nieco Komando.
- Rozumiem, że moja rola polega na tym, by jej dyskretnie pilnować i w razie niepokojących sygnałów powiadomić cię na ten numer?
- No widzisz - zawsze wiedziałem, że sensowny z ciebie facet. - Rzekł uradowany Komando.