...I would cry if I want to

  Szykowanie wszystkim sprawiało satysfakcję. Wiedzieli nie od dziś, że Pewna Dziewczynka lubi, gdy wszystko chodzi jak w zegarku.
      Kwiaty porozstawiane po domu według schematu narysowanego przez Komando na przesuwanej tablicy. Bufety ustawione w salonie w miejscach łatwo dostępnych. Czekali już tylko na katering i gości. A dziewczyny, jak to dziewczyny biegały od łazienki do łazienki. Jedna przez drugą szykowała się by wyglądać pięknie tego wieczoru.
- Nie rozumiem czemu się tak przejmujecie. - Powiedziała z nutką wyższości Nel. - Co byście nie robiły to i tak Pewna Dziewczynka będzie błyszczeć tego wieczoru.
        I tak właśnie było. Początkowo Nel i Di witały gości za nią. Proponowały im coś do picia, prowadziły do salonu, gdzie niebawem miała zejść gwiazda wieczoru.
   Punkt ósma do głównego salonu schodami zaczęła schodzić Pewna Dziewczynka. Błyszczała, choć była ubrana w skromną żółtą mini podkreślającą jej zgrabną sylwetkę. Jej nogi były ozdobione złotymi sandałkami. Cała wprost lśniła blaskiem, który ciężko było pojąć. Sukienka i złote dodatki były bez wątpienia strzałem w dziesiątkę podkreślającym jej opaleniznę.
          Zatrzymała się kilka stopni nad zgromadzonymi i powiedziała w kilku językach:
- Jest mi niezmiernie miło, że mogę Wam pokazać swój nowy dom.  
         Gdy wymawiała to po arabsku nie omieszkała wymownie zwrócić się w stronę Szejka. Stojąc na tej wysokości widziała wszystkich - Komando, Di, Carmen, Nel, Marco i ekipę. Był też Pan z Włochem, jej szef i inni ważni klienci. Dostrzegła nawet chyłkiem wchodzącego Danny'ego i jego 'plus one', co ją bardzo zdziwiło. Wymienili serdeczny uśmiech i to by było na tyle jej uwagi, bo pod kolumną, w tłumie, niemal niewidoczny stał Detektyw. Pewna Dziewczynka jeszcze z tego miejsca życzyła wszystkim udanej zabawy i zeszła wprost do dziewczyn.
- To on?! - Niemal wrzeszczała Carmen. - Jak on mógł przyjść z kimś skoro niedawno skakał wokół ciebie?!
- Nie krzycz tak, tylko się uśmiechaj. - Skarciła ją Nel.
- No to wygląda na to, że nasz kochaś sam zarzucił sobie pętlę na szyję. - Mówiła Di.
- Chyba nie puścisz mu tego płazem?! - Zastąpiła krzyk nieco podniesionym tonem Carmen.
- Uspokój się, bo zwracasz na siebie uwagę. - Upomniała ją Pewna Dziewczynka. - Nikt nie wywoła tu dzisiaj skandalu, bo na to nie pozwolę. Tak samo jak na ośmieszanie się. A teraz się uśmiechnij mała, bo wiele osób na ciebie patrzy.
- To rozumiem. - Uspokoiła się już całkiem Carmen.
       Pewna Dziewczynka spojrzała na Szejka. Był otoczony ochroną i tylko nią. W dobrym tonie gospodarz nie powinien dopuścić by gość był sam. Podeszła więc do niego i uprzejmie się przywitała.
- Zaskoczyła mnie Pani. - Powiedział. - Nie pamiętam, by opuściła Pani chociaż jedno spotkanie biznesowe jakie mieliśmy, a w międzyczasie przecież powstawała ta imponująca budowla.
- To miłe z Pana strony, ale nie należą mi się te pochlebstwa. Było wiele osób, które mi pomagały. I wiele z nich jest tu teraz obecnych. - Wskazała ręką na Komando i ekipę.
- Tak, to prawda - wielu. - Skinął na Danny'ego.
- Nie wszyscy okazali się tymi za kogo się podawali. - Mówiła spokojnie, choć gotowało się w niej.
- Ostrzegałem Panią, ale Pani nic sobie z tego nie robiła.
- Miał Pan rację. Powinnam była słuchać starszych. To dla mnie cenna lekcja, z której zamierzam dobrze odrobić zadanie domowe.
     W tym momencie znaleźli się przy nich Włoch i Pan. Zaczęto wychwalać konstrukcje i zmyślność projektu.
- Mogę Panią prosić na słówko. - Powiedział Pan.
- Oczywiście, służę pomocą. Wybaczcie Panowie.- Odparła jako dobra gospodyni.
     Poprowadziła go za sobą do gabinetu z wyjściem na taras. Stanęli przy barierce i podziwiali widok przez chwilę.
- Dobrze się czujesz? - Zapytał ją w końcu, bo skręcało go z troski.
- Bywało lepiej. - Odpowiedziała szczerze.
       Nagle usłyszeli za plecami:
- Niezmiennie nierozłączni. - Kpił sobie Danny.
- Proszę zostaw nas samych. - Zwróciła się do Pana.- Muszę z nim coś wyjaśnić.
- Owszem! Może zaczniesz od tej nocy, którą z nim spędziłaś?! Myślałaś, że się nie dowiem?! - Wykrzykiwał wzburzony.
- Jesteś pewna, że chcesz z nim zostać sam na sam? - Pytał zatroskany.
- Nic mi nie będzie. Key jest w pobliżu.
Zrozumiał jej przesłanie. Niezwłocznie udał się by powiadomić Komando. 
- Myślałaś, że możesz zrobić ze mnie rogacza?! - Dalej wrzeszczał.
- Myślałam, że jesteś inny. - Mówiła spokojnie. - Teraz widzę na czym ci zależało. Miałam być jak ona - jedną z wielu?
- Proszę jaka święta! Niewiniątko! - Pieklił się jeszcze bardziej.
- Są rzeczy, których nie rozumiesz i nigdy już ich nie pojmiesz. Straciłeś szansę. - Powiedziała spokojnym acz stanowczym tonem. - A teraz wydaje mi się, że powinieneś zabrać swoją przyjaciółeczkę prosto do swojego łóżka. - Dodała z morderczym spojrzeniem.
Było w niej coś co go przeraziło.
- To się tak nie skończy. - Rzucił jej na odchodne i obrócił się idealnie na wprost Komando.
- Mówiłeś coś czy mi się wydawało? - Powiedział gniewnie Komando.
- Ten pan już wychodzi. Nie ma powodów by sobie nim zawracać głowę. - Zwróciła się do niego ignorując Danny'ego.
- Pozwolisz, że w twoim imieniu odprowadzę go do drzwi. - Rzekł stanowczo.
       Odeszli obaj, a ona została sama jeszcze chwilę na tarasie. Dopiero teraz dostrzegła, że zapadł zmrok i na niebie pojawiły się już pierwsze gwiazdy. Spojrzała na jedną z nich i powiedziała do siebie:
- Od dzisiaj jesteś moją prywatną gwiazdką. Najpiękniej migoczesz.
- Szczęściara z niej. - Dało się usłyszeć Pana zza jej pleców.
Pewna Dziewczynka nieco się zmieszała, a Pan mówił dalej:
- Tak...szczęściara. Ale dzisiaj to ty jesteś gwiazdą. Dołącz do nas, bo dzisiejszego wieczoru nic nie powinno przyćmić twojego niezmiennego blasku.
- Masz rację. To moje przyjęcie i chyba czas się pokazać.
        Szarmancko zaproponował, że weźmie ją pod ramię i poprowadził do gości. Brakowało jednak Komandosa...

Popularne posty