Ball till you fall
Danny poczekał aż siostra ułoży go grzecznie do łóżka i sobie pójdzie. Jak zwykle była za głupia na to, by cokolwiek podejrzewać. Wyciągnął z barku najmocniejsze trunki jakie miał i pił. Pił póki, jak mu się wydawało, nie rozjaśnił mu się umysł.
Znał cały układ domu. Wejścia, wyjścia, elektrykę. Wiedział jak dostać się do jej sypialni i zamierzał tak zrobić.
Nie dalej jak kwadrans był już przy bramie wjazdowej jej domu. Przyjęcie jeszcze trwało, a raczej już się kończyło, bo goście się rozjeżdżali. Zaczaił się wśród drzew. Poczekał aż wszyscy rozejdą się do łóżek. Był cierpliwy i ewidentnie pijany, bo czekanie umilała mu butelka whisky.
Nastał jego czas. W całym domu zgasło światło. W sypialni głównej też.
- Jest tam. - Pomyślał i zaczął kierować swoje kroki w stronę garażu. Wiedział o wyjściu ewakuacyjnym. Mogła to przeoczyć i nie zamknąć drzwi na klucz. A jeśli nawet to da sobie radę z tym zamkiem. Chwilę się siłował i wszedł. Wspiął się po cichu do jej sypialni. Spała, a on na nią patrzył. Położył się obok i wtedy się przebudziła. Był od niej silniejszy, więc skutecznie ją unieruchomił i zatkał jej usta, żeby nie krzyczała.
- Teraz mnie wysłuchasz i nikt ci nie pomoże. - Mówił. - Myślisz, że ze mnie można sobie tak po prostu kpić?! To ja porzucam kobiety, słyszysz?! Ja, a nie one mnie?! Jak w ogóle śmiałaś?!
W tej chwili udało jej się zrzucić telefon komórkowy z szafki przy szamotaninie, w którą się z nim wdała. Wiedziała, że nie ma szans się wyswobodzić, ale w ten sposób obudzi Komando. On zawsze był czujny. Czasami miała wrażenie, że nigdy nie spał, a wiecznie czuwał.
Długo nie trwało nim wpadł do jej pokoju i rozprawił się z pijanym Dannym.
- Ostrzegałem cię! - Krzyczał.
- Key nie! On nie jest tego wart. - Prosiła Pewna Dziewczynka.
Posłuchał jej, choć miał ochotę torturować go w jej garażu kilka dni, a żeby to sobie zapamiętał raz a dobrze. Zadzwonili po policję i ta już się nim zajęła. Trochę potrwało nim spisali zeznania i zabrali go na komisariat.
Tymczasem na komisariacie Danny trafił prosto do aresztu. Niemal przysypiał w amoku, póki strażnik go nie obudził:
- Masz gościa śpiąca królewno! - Zawołał odsuwając kratę.
Danny podniósł się, ale i tak nie widział dobrze twarzy. Panował półmrok.
- Mój Pan chce ci pomóc. Dobrze ci zapłaci i sprawi, że stąd wyjdziesz jeśli tylko będziesz współpracował.