Chińska mieszanka wybuchowa
Tego samego jeszcze dnia cała budowla wyrosła na wzgórzu. Pewna Dziewczynka bardzo się cieszyła. Zostało jej już tylko meblowanie. Jednakże tę przyjemność musiała nieco odłożyć w czasie. Znów wracała do miasta. Znów rzucała się w wir pracy.
Może tego jej właśnie było trzeba - odskoczni od tych wszystkich pytań jakie ją w ostatnich dniach nurtowały.
Postanowiła się wybrać gdzieś z dziewczynami. Tak dawno nie widziała Neli, Di i małej podstępnej Carmen. Umówiły się na bulwarze na lunch. Carmen konspiracyjnie zaciągnęła je do XYZ w nadziei, że znów spotkają Pana. Nie pomyliła się zbytnio.
-No zobacz kto siedzi po drugiej stronie lokalu. - Mówiła z podstępnym uśmiechem.
-A ty znów zaczynasz choć wiesz, że nic nie wskórasz - Powiedziała spokojnie Pewna Dziewczynka.
-Kto nie ryzykuje ten traci. - Powiedziała przebiegle Carmen.
-Mała daj już spokój. Nikt jej już nie przekona. - Powiedziała Nela. - A już na pewno nie po tym, jak poprosiła o pomoc Komandosa.
Dziewczyny nadrabiały zaległości przy kawie. Pan tylko skinął uprzejmie na znak powitania. Wolał trzymać dystans. Znał już Pewną Dziewczynką na tyle, by wiedzieć, iż nie lubi jak przerywa się jej spotkania towarzyskie.
-Rozjuszona potrafi być groźna. - Pomyślał sobie uśmiechając się do siebie i wrócił do załatwiania interesów.
Nazajutrz w porze lunch'u wybrała się do swojej ulubionej chińskiej restauracyjki.
-No i gdzie się podziewałaś? - pytał jej ulubiony kucharz.
-Załatwiałam pilne sprawy. - Mówiła uśmiechnięta.
-Oby nie były tak pilne jak ostatnim razem, gdy zniknęłaś na kilka lat.
-Tym razem nigdzie nie zamierzam znikać. A przynajmniej nie bez pana. Mam małą prośbę.
-Jaką dziecko ty masz prośbę? - Zapytał zaciekawiony.
-Chodzi o catering. Niedługo skończę dom nad morzem i bardzo bym chciała, żeby to właśnie pan obsługiwał moje małe przyjęcie.
-Zaskoczyłaś mnie dziecko.
-Ona potrafi nieźle zaskakiwać. - Usłyszała wchodzącego Danny'ego.
-Wygląda na to, że dotrzymujesz mi kroku na tym polu. - Odpowiedziała zaskoczona.
-Robię co w mojej mocy. - Uśmiechnął się do niej szczerze.
-Oczywiście nie zdradzisz mi kim jest informator, który wskazał ci to miejsce. - Próbowała dociekać.
-Mój informator chciał pozostać anonimowy. Sama rozumiesz. To bezcenne źródło informacji. Jakim człowiekiem bym był, gdybym zdradził jego tożsamość? A skoro już tu jestem to może mogę się na coś przydać? - Ochoczo zaproponował.
-Myślę, że na pusty żołądek źle się myśli. -Powiedział kucharz.- To samo co zawsze? Dwa razy? - Zwrócił się do Pewnej Dziewczynki z uśmiechem.
-Bylibyśmy bardzo wdzięczni. - Odwzajemniła uśmiech.
Po chwili jedli z Danny'm smakowite danie.
-Cholera! Ty to zawsze jesz?! Przecież tym można zabić! Takie to ostre. - Mówił szybko Danny.
-Nie przesadzaj. To akurat specjalna łagodna wersja. - Mówiła niewzruszona.
-Jesteś zaskakująco ostra. - Udało mu się wypowiedzieć jedyny komplement pasujący do całej sytuacji.
Kucharz słyszał ich rozmowę na zapleczu i zanosił się od śmiechu. Celowo dodał do wersji dla Danny'ego nieco więcej chili. A następnie wykonał telefon:
-Halo? To ja. Misja wykonana. - Mówił krótko i tajemniczo.
-Przynajmniej ty miałeś trochę rozrywki. Mi na budowie nie pozwoliła się pobawić. - Mówił Komandos smutnym głosem. - Nie rozumiem co ona takiego w nim widzi. Tamten pierwszy był lepszy.
-Tamten nigdy nie ośmielił się tu przyjść. A ten tu wpadł jak do siebie. - Ciągnął kucharz. - Miałeś racje, że to cieniak. Nie podołał mojej chili. - Chichotał cichutko. - Musze kończyć. Zdaje się, że zjedli.
W jednej chwili znów był na sali.
-Smakowało? - Zapytał uprzejmie.
-Jak zawsze genialne. - Odpowiedziała Pewna Dziewczynka.
-Diabelsko genialne. - Wtórował jej Danny.
Kucharz uśmiechnął się do niej, a komentarz Danny'ego puścił mimo uszu.
-Przyjdź jutro dziecko. Muszę się zastanowić nad tym co mi powiedziałaś.
Zrozumiała, że kucharz nie chce rozmawiać przy Dannym.
-Co się z nimi wszystkimi dzieje? - Pomyślała. - To jakaś zbiorowa alergia na Danny'ego?
Pożegnała się z ulubionym kucharzem i wyszli.
-Teraz pewnie znów mi uciekniesz? - Zapytał zaczepnie.
-Obowiązki. Sam rozumiesz. - Powiedziała zamyślona.
-Zaczynam zazdrościć wszystkim tym, z którymi pracujesz. Taki pracownik to skarb. - Zaczynał wyśpiewywać peany pochwalne na cześć Dziewczynki. Nim się obrócił, jej już nie było.
-Jak ona to zrobiła?! - Mówił do siebie. - Wyprzedzałem ją tylko pół kroku, a ona i tak zdążyła mi umknąć. Cóż za tajemnicza kobieta.