Budowy część trzecia
Danny był wyraźnie zdezorientowany tym co wyprawiała ekipa Komando. Budowla rosła w oczach. Jego pracownicy nigdy się nie ociągali, ale ci tutaj wyrabiali normę kilka razy szybciej. Głównie dlatego, że mieli zdecydowaną przewagę liczebną oraz byli świetnie kierowani na poszczególne prace. Nie było przestojów poza zarządzonymi przerwami.
Pewna Dziewczynka patrzyła jak kryją dach. Ten widok bardzo ją cieszył. Nie chciała w ten sposób pokazać Danny'emu jak słabo szła budowa do tej pory. Nic z tych rzeczy. Lubiła go. Po raz pierwszy od dłuższego czasu kogoś polubiła. Choć nie była jeszcze gotowa się otworzyć. Danny był w jej oczach fachowcem, który dotrzymywał wszystkich terminów. Jednak sprawy zawodowe zaczynają zabierać jej coraz więcej czasu.
-Przywódczyni! Melduje zakończenie tynkowania. - Żartował Komandos.-Teraz możemy zbudować klatkę dla tego tam jeśli tylko powiesz.
-Dzięki Komando, ale to nie będzie konieczne.
-Nie? Myślałem, że go testujesz. Liczyłem na jakąś hecę. Chłopaki są niepocieszeni.
-Nie wiedziałam, że aż tak polubili ćwiczenia terenowe. - Odpowiadała ciągle jakby była nieobecna.
-Żartujesz?! O ostatnim ataku krążą legendy! Myślisz, że dlaczego mam teraz aż tylu ludzi?! -Mówił podekscytowany.-Mała co jest?
-Coś mi tu nie pasuje wiesz? Dostałam te meble prawie za pół darmo. Kupiec prawie się nie targował jak usłyszał, że mówię po arabsku. Normalnie próbował by podwajać albo potrajać cenę. Potem Szejk tutaj. Zamiast randki biznes. I to jego ostatnie zdanie. Chciał, żebym tylko ja je zrozumiała. Myślisz, że Danny faktycznie ma złe intencje?
-Cóż... Nie skacze z radości na widok już postawionego domu. A może by tak jednak postawić tą klatkę? - Zapytał z nadzieją w głosie.
-Nie pomagasz mi. - Odparła sucho.
-No dobra już dobra. Zrozumiałem-żadnych klatek. - Powiedział lekko naburmuszony. - Mnie się on nie podoba. Tamten miał jaja. Walczył z nami choć nie miał szans. A ten? Nawet słowa nie powiedział jak tu weszliśmy. To ma być facet?
-Chyba masz rację z tym, że powinnam go poobserwować.
-W dobrej klatce mogłabyś go mieć pod obserwacją całą dobę. - Rzucił na odchodne żartobliwie. - Panowie! Okna! Malowanie! Wykonać!
Pewnej Dziewczynce nie minął jednak melancholijny nastrój. Zatopiła się całkowicie w rozmyślaniach. Nic nie wydawało jej się sensownym rozwiązaniem. A im więcej myślała, tym bardziej absurdalne miała pomysły.
-Wyglądasz tak jakby cię nie cieszyło to, że zaraz będziesz mogła meblować cały dom. - Usłyszała zza pleców. To był Danny.
-Myślałem, że to sposób na to, żeby mi pokazać jak wolno mi idzie. Ale wtedy chyba byś się bardziej cieszyła z tego jak mi utarłaś nosa. - Spojrzał na jej zdumioną twarz i dalej mówił. - Wszystkim robisz taki chrzest czy tylko tym co chcą się do ciebie zbliżyć?
-Jednak legenda dalej krąży. Cóż chyba moja zła sława mnie wyprzedza. - Odpowiedziała spokojnie. - Nie mam ci nic do zarzucenia. Jesteś prawdziwym profesjonalistą. Wszystkie terminy są dotrzymane tak jak powinny być. To nic osobistego.
-Nie jestem aż takim profesjonalistą jak ty. Nie zaprzeczaj. To widać. Zaskoczyłaś mnie tym ogromem wsparcia. Musiałaś to zaplanować w najdrobniejszych szczegółach. O wszystkim pomyślałaś. Nawet o cysternie grochówki. Pierwszy raz poznałem kogoś takiego jak ty.
Pewna Dziewczynka nie wiedziała co powiedzieć. Danny był poważny, a na jego twarzy malowała się szczerość i szacunek.
-Wiesz? Nim przyjąłem tę robotę gadałem trochę z Marco o tobie. Czasami myślałem, że zmyśla albo żartuje. Teraz widzę, że we wszystkim miał racje.