News
Pan wszedł do domu chwiejnym krokiem wsparty na ramieniu Komandosa. Poszli do gabinetu, żeby Pan wygodnie usiadł na sofie.
Komandos stanął przy oknie i zaczął mówić powoli:
- To nie byli zwykli porywacze. Doskonale znali każdy jej ruch. Musieli ją obserwować od dawna. Sage jest specjalnie szkolonym psem, jak wiesz, i dałby sobie radę z kilkoma napastnikami. To musiał być ktoś, kogo znał pies albo świetnie wyszkolona grupa ludzi, żeby pozwolił ją zabrać.
- Masz kogoś konkretnego na myśli? - Pytał dalej oszołomiony Pan.
- Miałem nadzieję, że ty mi pomożesz. Wspomniałeś o jej matce, gdy mdlałeś. - Komandos dalej patrzył w okno.
- Ja? - Próbował ukryć prawdę Pan.
- Myślałem, że ci na niej zależy tak samo jak mi. - Odparł przenosząc wzrok z ruchliwego podwórka na pobladłą twarz Pana. - Więc? Zaczniesz być ze mną szczery czy mam przestać cię lubić?
- Masz rację. Też chcę, żeby Dziewczynka odnalazła się cała i zdrowa. Jakiś czas temu wynajęła detektywa, by dowiedzieć się czegoś o swojej przeszłości. Dostała dziwny akt urodzenia, a potem adres, pod którym znalazłem jej matkę. To ją dobiło tak bardzo, że upiła się w drodze ze swojego mieszkania aż tutaj. Została, żeby ochłonąć. Skąd ją porwali, skoro w domu nic nie zostało zniszczone?
- Z altanki nad pobliskim jeziorem. - Powiedział beznamiętnie Komandos.
Pan wyraźnie posmutniał.
- Co tym razem? - Spytał Komando.
- Sam ją jej pokazałem. - Westchnął ze smutkiem. - To wszystko moja wina.
- Jeśli znasz jej porywaczy, to owszem.
- Oskarżasz mnie o coś? - Pan nagle ocknął się ze zmartwień.
- Już się nad sobą nie użalasz? To dobrze. Nie czas na to. Gdzie jest ten akt urodzenia?
- Chyba u niej w mieszkaniu? - Przypuszczał Pan.
- Zatem jedziemy. - Powiedział stojąc już w drzwiach wyjściowych.
Komandos stanął przy oknie i zaczął mówić powoli:
- To nie byli zwykli porywacze. Doskonale znali każdy jej ruch. Musieli ją obserwować od dawna. Sage jest specjalnie szkolonym psem, jak wiesz, i dałby sobie radę z kilkoma napastnikami. To musiał być ktoś, kogo znał pies albo świetnie wyszkolona grupa ludzi, żeby pozwolił ją zabrać.
- Masz kogoś konkretnego na myśli? - Pytał dalej oszołomiony Pan.
- Miałem nadzieję, że ty mi pomożesz. Wspomniałeś o jej matce, gdy mdlałeś. - Komandos dalej patrzył w okno.
- Ja? - Próbował ukryć prawdę Pan.
- Myślałem, że ci na niej zależy tak samo jak mi. - Odparł przenosząc wzrok z ruchliwego podwórka na pobladłą twarz Pana. - Więc? Zaczniesz być ze mną szczery czy mam przestać cię lubić?
- Masz rację. Też chcę, żeby Dziewczynka odnalazła się cała i zdrowa. Jakiś czas temu wynajęła detektywa, by dowiedzieć się czegoś o swojej przeszłości. Dostała dziwny akt urodzenia, a potem adres, pod którym znalazłem jej matkę. To ją dobiło tak bardzo, że upiła się w drodze ze swojego mieszkania aż tutaj. Została, żeby ochłonąć. Skąd ją porwali, skoro w domu nic nie zostało zniszczone?
- Z altanki nad pobliskim jeziorem. - Powiedział beznamiętnie Komandos.
Pan wyraźnie posmutniał.
- Co tym razem? - Spytał Komando.
- Sam ją jej pokazałem. - Westchnął ze smutkiem. - To wszystko moja wina.
- Jeśli znasz jej porywaczy, to owszem.
- Oskarżasz mnie o coś? - Pan nagle ocknął się ze zmartwień.
- Już się nad sobą nie użalasz? To dobrze. Nie czas na to. Gdzie jest ten akt urodzenia?
- Chyba u niej w mieszkaniu? - Przypuszczał Pan.
- Zatem jedziemy. - Powiedział stojąc już w drzwiach wyjściowych.