Clue
Dotarli do jej mieszkania szybciej niż Pan mógł się tego spodziewać. Drzwi wejściowe były zamknięte, a klucz dalej leżał pod wycieraczką. Nic nie było zmieniane odkąd wyszli stamtąd razem z Dziewczynką, zostawiając w środku detektywa.
Weszli do nietkniętego mieszkania. To bardzo zdziwiło Pana, ale nie Komandosa. Podejrzewał, że ma do czynienia z wysokiej klasy specjalistami, a stan mieszkania tylko to potwierdzał. Rozejrzał się dookoła i wykonał telefon:
- Cześć John, czy mogę ci zająć chwilę? Idealnie. Mam dla ciebie zadanie. Będziesz zadowolony. Tak, najwyższy poziom. Zaraz wyśle adres. - Mówił przez telefon Komando.
Pan zdawał się być zdezorientowany, a Komando nie odrywając wzroku znad telefonu powiedział mu:
- Niczego nie dotykaj. Nic nie przestawiaj. A najlepiej to się nie ruszaj. - Ostatnie zdanie powiedział z wyraźną radością w głosie.
- Długo tak mam wytrzymać? Ale mogę oddychać? - Pytał dalej zaskoczony Pan.
- Znając Johna to pewnie zaraz tu będzie. - Mówił dalej patrząc na telefon.
- Kim...?
- On jest? - Dokończył za niego Komandos. - John Smith to ktoś bardzo przydany, jak sam zobaczysz. Woli pozostać w cieniu z racji jego profesji.
Nagle rozlega się dźwięk otwieranych drzwi. Drobny człowiek, średniego wzrostu z plecakiem na plecach i kapturze na głowie nagle pada Komando w ramiona. Witają się bardzo serdecznie jakby znali się od lat.
- Miło cię widzieć, chociaż spóźniłeś się całe 3 sekundy. - Łaja go żartobliwie Komando.
- Zawsze wiedziałem, że niezbyt uczciwie mierzysz czas. - Śmiał się John. - Rozumiem, że tutaj mam wszystko posprawdzać?
Brzmiało to bardziej jak pytanie retoryczne, bo nawet nie czekając na odpowiedź zaczał grzebać w plecaku w poszukiwaniu sprzętu.
Sprawdził całe mieszkanie dość szybko. Wystarczył ultrafiolet, który doprowadził go do biurka Pewnej Dziewczynki. Spod planów domu nad morzem wyciągnął akt urodzenia wystawiony na jej imię.
- Zobacz Key. Nasza mała to arabska księżniczka. - Uśmiechając się podał znalezisko Komandosowi.
- Chyba żartujesz?! - Niemal krzyknął z niedowierzania Pan.
- Prawdziwy? - Spokojnie zapytał Komando.
- Autentyk. - Odpowiedział John. - Ktoś bardzo chciał nam to pokazać, bo grzebali w tubach z rysunkami. Był bardzo starannie ukryty pod planami. Nasza mała nie jest tak przesadnie dbała o szczegóły.
- Myślisz to co ja?
- Tak. Nie mam wątpliwości. - Odpowiedział John Komandosowi kompletnie ignorując Pana, który już otwierał usta by coś powiedzieć, ale przerwał mu John. - Na mnie już pora. Informuj mnie.
Komando skinął twierdząco głową i tyle widzieli Johna. Pan miał masę pytań kłębiących się w jego głowie. Zamiast tego zdał tylko jedno ciężko opadając na fotel:
- Co teraz będzie?
- No jak to co? - Krzywił się Komandos. - Odnajdziemy ją i odbijemy.
Weszli do nietkniętego mieszkania. To bardzo zdziwiło Pana, ale nie Komandosa. Podejrzewał, że ma do czynienia z wysokiej klasy specjalistami, a stan mieszkania tylko to potwierdzał. Rozejrzał się dookoła i wykonał telefon:
- Cześć John, czy mogę ci zająć chwilę? Idealnie. Mam dla ciebie zadanie. Będziesz zadowolony. Tak, najwyższy poziom. Zaraz wyśle adres. - Mówił przez telefon Komando.
Pan zdawał się być zdezorientowany, a Komando nie odrywając wzroku znad telefonu powiedział mu:
- Niczego nie dotykaj. Nic nie przestawiaj. A najlepiej to się nie ruszaj. - Ostatnie zdanie powiedział z wyraźną radością w głosie.
- Długo tak mam wytrzymać? Ale mogę oddychać? - Pytał dalej zaskoczony Pan.
- Znając Johna to pewnie zaraz tu będzie. - Mówił dalej patrząc na telefon.
- Kim...?
- On jest? - Dokończył za niego Komandos. - John Smith to ktoś bardzo przydany, jak sam zobaczysz. Woli pozostać w cieniu z racji jego profesji.
Nagle rozlega się dźwięk otwieranych drzwi. Drobny człowiek, średniego wzrostu z plecakiem na plecach i kapturze na głowie nagle pada Komando w ramiona. Witają się bardzo serdecznie jakby znali się od lat.
- Miło cię widzieć, chociaż spóźniłeś się całe 3 sekundy. - Łaja go żartobliwie Komando.
- Zawsze wiedziałem, że niezbyt uczciwie mierzysz czas. - Śmiał się John. - Rozumiem, że tutaj mam wszystko posprawdzać?
Brzmiało to bardziej jak pytanie retoryczne, bo nawet nie czekając na odpowiedź zaczał grzebać w plecaku w poszukiwaniu sprzętu.
Sprawdził całe mieszkanie dość szybko. Wystarczył ultrafiolet, który doprowadził go do biurka Pewnej Dziewczynki. Spod planów domu nad morzem wyciągnął akt urodzenia wystawiony na jej imię.
- Zobacz Key. Nasza mała to arabska księżniczka. - Uśmiechając się podał znalezisko Komandosowi.
- Chyba żartujesz?! - Niemal krzyknął z niedowierzania Pan.
- Prawdziwy? - Spokojnie zapytał Komando.
- Autentyk. - Odpowiedział John. - Ktoś bardzo chciał nam to pokazać, bo grzebali w tubach z rysunkami. Był bardzo starannie ukryty pod planami. Nasza mała nie jest tak przesadnie dbała o szczegóły.
- Myślisz to co ja?
- Tak. Nie mam wątpliwości. - Odpowiedział John Komandosowi kompletnie ignorując Pana, który już otwierał usta by coś powiedzieć, ale przerwał mu John. - Na mnie już pora. Informuj mnie.
Komando skinął twierdząco głową i tyle widzieli Johna. Pan miał masę pytań kłębiących się w jego głowie. Zamiast tego zdał tylko jedno ciężko opadając na fotel:
- Co teraz będzie?
- No jak to co? - Krzywił się Komandos. - Odnajdziemy ją i odbijemy.