Getting back to the roots
Pan zapakował ich do auta i ruszył. Jechali w milczeniu. Ta wiadomość była szokiem dla wszystkich. Możliwe, że Pewna Dziewczynka liczyła się z tym, że jej matka żyje, ale z pewnością nie oczekiwała takiego obrotu spraw.
Czemu ją oddała skoro żyje? Co się dzieje z jej ojcem? Dlaczego jest w zakładzie psychiatrycznym? Bardzo wiele pytań zrodziło się w jej głowie i ciężko było znaleźć odpowiedź na wszystkie. A przynajmniej ciężko jej było logicznie uzasadnić bieg tych wszystkich wydarzeń. Nie mogła tego wszystkiego zrozumieć. Nagle odezwała się do Pana:
- Gdzie masz to wino, które zabrałeś? - Zdziwiła się słysząc sama siebie.
- W koszyku, na tylnym siedzeniu obok Sage'a. - Odpowiedział nie mniej zdziwiony. - Chyba nie zamierzasz teraz... - Nie skończył zdania, bo widok Pewnej Dziewczynki pijącej wino prosto z butelki był czymś, czego również się nie spodziewał.
- Zamierzam. - Powiedziała oschle. - Czemu jesteśmy u Ciebie pod domem?
- Chciałem cię gdzieś zabrać. - Usłyszał jakby naburmuszone szczeknięcie Sage'a. - O przepraszam. Oczywiście was. Chciałbym was gdzieś zabrać i wcale to nie będzie mój dom. Będziesz jedynie musiała się przebrać. Chyba nie chcesz zniszczyć tej pięknej sukienki?
- Jest mi wszystko jedno... - Odpowiedziała smutno.
- Rozumiem. - Powiedział i nim zdążyła zaprotestować, jak to miała w zwyczaju, przytulił ją i gładził po plecach, żeby mogła się uspokoić. Potrzebowała tego, a on o tym wiedział. Było mu przykro, że tylko tyle mógł dla niej zrobić. Nie wiedział jednak ile to dla niej teraz znaczyło.
- Chodź do domu. Zmienisz ubranie i pójdziemy gdzieś, gdzie sobie spokojnie porozmawiamy. Dobrze?
Skinęła porozumiewawczo głową. Weszli do domu. Pan zostawił ją w salonie i na chwilę zniknął. Gdy się pojawił miał ze sobą wygodniejsze sportowe ubrania i buty.
- Powinny leżeć na tobie jak ulał. - Powiedziała uśmiechnięty.
- Skąd...? - Nie zdążyła dokończyć pytania, bo wszedł jej w słowo.
- Opowiem ci nieco później szczegółowo. Teraz chyba wystarczy jak powiem, że byłem już żonaty.
Zdziwiła się, bo dotarło do niej jak mało o nim wie.
- Poczekam na ganku. Nie musisz się spieszyć. - Powiedział na odchodne.
Niedługo potem szli już razem po krętych leśnych ścieżkach. Było nieco stromo, więc Pewna Dziewczynka dostrzegała zalety sportowych butów. Gdy wyszli z lasu, dostrzegła również piękny widok. Zapadał już zmierzch, ale dało się zauważyć tafle jeziora, w której odbijało się czerwone od słońca niebo. Jezioro nie było duże. Na środku była altanka, do której prowadził mostek. Poszli tam i usiedli na ławce.
- Przychodziłem tu codziennie i budowałem to wszystko. - Mówił powoli, a jego głos brzmiał bezbarwnie. - Zajmowało mi to długie godziny i przynosiło ukojenie po stracie żony. Zginęła w wypadku samochodowym. Kiedy zobaczyłem cię po raz pierwszy, gdy prowadziłaś auto, widziałem ją za kierownicą. Otrzeźwiałem dopiero jak wysiadłaś z samochodu zła jak osa. Swoją drogą do twarzy ci ze złością. - Spojrzał na nią z rozbrajającym uśmiechem i kontynuował. - Dałaś mi wtedy nieźle popalić. Muszę przyznać, że dawno tak nie dostałem po tyłku od żadnej kobiety. Torpedowałaś wszystkie moje pomysły i starania z delikatnością i gracją słonia w składzie porcelany. - Żartował dalej, a ona się nieco rozluźniła. Może to była zasługa wina, które raz po raz pociągała z buletki.
- Wiedziałam, żeby się z tobą nie zadawać. Robiłeś to wszystko, bo przypominałam ci żonę.
- Nie. Może w to nie uwierzysz, ale nie spowodowałem wtedy wypadku celowo. Olśniłaś mnie, jak już otrząsnąłem się z tego zwidu. Inaczej nie zawracałbym ci głowy.
- Niezłe przemówienie w niezłym miejscu. To wszystko po to by mnie olśnić? - Nie kryła irytacji w głosie.
- Nie głuptasie. Nie jesteś z tych, które zabiera się w ładne miejsca i mami ładnymi słowami. Zabrałem cię tu, bo tego potrzebowałaś. Możesz się nie przyznać, ale widzę jak wiadomość o matce tobą wstrząsnęła. Normalnie nie piłabyś wina prosto z butelki. Nie pasuje do ciebie takie zachowanie. - Objął ją, jak tylko zobaczył, że zaszkliły jej się oczy. - Nie musisz nic mówić.
Siedzieli nad jeziorem jeszcze trochę czasu. Dwoje doświadczonych przez los ludzi siedziało w milczeniu, bo tylko milczenie przynosiło ulgę Pewnej Dziewczynce. Pan miał racje i to ją nieco złościło. Przyzwyczaiła się, że to do niej zawsze należy ostatnie słowo. Los zgotował jej niespodziankę, na którą nie była gotowa. Liczyła na rozwikłanie zagadki, a nie na to, że jeszcze bardziej się zagmatwa.
Czemu ją oddała skoro żyje? Co się dzieje z jej ojcem? Dlaczego jest w zakładzie psychiatrycznym? Bardzo wiele pytań zrodziło się w jej głowie i ciężko było znaleźć odpowiedź na wszystkie. A przynajmniej ciężko jej było logicznie uzasadnić bieg tych wszystkich wydarzeń. Nie mogła tego wszystkiego zrozumieć. Nagle odezwała się do Pana:
- Gdzie masz to wino, które zabrałeś? - Zdziwiła się słysząc sama siebie.
- W koszyku, na tylnym siedzeniu obok Sage'a. - Odpowiedział nie mniej zdziwiony. - Chyba nie zamierzasz teraz... - Nie skończył zdania, bo widok Pewnej Dziewczynki pijącej wino prosto z butelki był czymś, czego również się nie spodziewał.
- Zamierzam. - Powiedziała oschle. - Czemu jesteśmy u Ciebie pod domem?
- Chciałem cię gdzieś zabrać. - Usłyszał jakby naburmuszone szczeknięcie Sage'a. - O przepraszam. Oczywiście was. Chciałbym was gdzieś zabrać i wcale to nie będzie mój dom. Będziesz jedynie musiała się przebrać. Chyba nie chcesz zniszczyć tej pięknej sukienki?
- Jest mi wszystko jedno... - Odpowiedziała smutno.
- Rozumiem. - Powiedział i nim zdążyła zaprotestować, jak to miała w zwyczaju, przytulił ją i gładził po plecach, żeby mogła się uspokoić. Potrzebowała tego, a on o tym wiedział. Było mu przykro, że tylko tyle mógł dla niej zrobić. Nie wiedział jednak ile to dla niej teraz znaczyło.
- Chodź do domu. Zmienisz ubranie i pójdziemy gdzieś, gdzie sobie spokojnie porozmawiamy. Dobrze?
Skinęła porozumiewawczo głową. Weszli do domu. Pan zostawił ją w salonie i na chwilę zniknął. Gdy się pojawił miał ze sobą wygodniejsze sportowe ubrania i buty.
- Powinny leżeć na tobie jak ulał. - Powiedziała uśmiechnięty.
- Skąd...? - Nie zdążyła dokończyć pytania, bo wszedł jej w słowo.
- Opowiem ci nieco później szczegółowo. Teraz chyba wystarczy jak powiem, że byłem już żonaty.
Zdziwiła się, bo dotarło do niej jak mało o nim wie.
- Poczekam na ganku. Nie musisz się spieszyć. - Powiedział na odchodne.
Niedługo potem szli już razem po krętych leśnych ścieżkach. Było nieco stromo, więc Pewna Dziewczynka dostrzegała zalety sportowych butów. Gdy wyszli z lasu, dostrzegła również piękny widok. Zapadał już zmierzch, ale dało się zauważyć tafle jeziora, w której odbijało się czerwone od słońca niebo. Jezioro nie było duże. Na środku była altanka, do której prowadził mostek. Poszli tam i usiedli na ławce.
- Przychodziłem tu codziennie i budowałem to wszystko. - Mówił powoli, a jego głos brzmiał bezbarwnie. - Zajmowało mi to długie godziny i przynosiło ukojenie po stracie żony. Zginęła w wypadku samochodowym. Kiedy zobaczyłem cię po raz pierwszy, gdy prowadziłaś auto, widziałem ją za kierownicą. Otrzeźwiałem dopiero jak wysiadłaś z samochodu zła jak osa. Swoją drogą do twarzy ci ze złością. - Spojrzał na nią z rozbrajającym uśmiechem i kontynuował. - Dałaś mi wtedy nieźle popalić. Muszę przyznać, że dawno tak nie dostałem po tyłku od żadnej kobiety. Torpedowałaś wszystkie moje pomysły i starania z delikatnością i gracją słonia w składzie porcelany. - Żartował dalej, a ona się nieco rozluźniła. Może to była zasługa wina, które raz po raz pociągała z buletki.
- Wiedziałam, żeby się z tobą nie zadawać. Robiłeś to wszystko, bo przypominałam ci żonę.
- Nie. Może w to nie uwierzysz, ale nie spowodowałem wtedy wypadku celowo. Olśniłaś mnie, jak już otrząsnąłem się z tego zwidu. Inaczej nie zawracałbym ci głowy.
- Niezłe przemówienie w niezłym miejscu. To wszystko po to by mnie olśnić? - Nie kryła irytacji w głosie.
- Nie głuptasie. Nie jesteś z tych, które zabiera się w ładne miejsca i mami ładnymi słowami. Zabrałem cię tu, bo tego potrzebowałaś. Możesz się nie przyznać, ale widzę jak wiadomość o matce tobą wstrząsnęła. Normalnie nie piłabyś wina prosto z butelki. Nie pasuje do ciebie takie zachowanie. - Objął ją, jak tylko zobaczył, że zaszkliły jej się oczy. - Nie musisz nic mówić.
Siedzieli nad jeziorem jeszcze trochę czasu. Dwoje doświadczonych przez los ludzi siedziało w milczeniu, bo tylko milczenie przynosiło ulgę Pewnej Dziewczynce. Pan miał racje i to ją nieco złościło. Przyzwyczaiła się, że to do niej zawsze należy ostatnie słowo. Los zgotował jej niespodziankę, na którą nie była gotowa. Liczyła na rozwikłanie zagadki, a nie na to, że jeszcze bardziej się zagmatwa.